przeżyłam pierwszy miesiąc. 4 tygodnie. kosmos.
Moim głównym celem było znalezienie sobie zajęcia na pierwszą połowę lutego. Niestety pierwsza połowa lutego się skończyła a co za tym idzie mój cel i moja motywacja.
marsz jest nudny, a na coś szybszego jestem za cienka.
poinformowałam mojego coacha że rezygnuję.
chyba nie przyjął do wiadomości...
Mount Everest
środa, 18 lutego 2015
czwartek, 29 stycznia 2015
najtrudniejsze?
Dostałam pytanie po pierwszym tygodniu: co było najtrudniejsze?
Szczerze? To, ze musiałam zakwestionować większość swojego postrzegania do siebie. Jaka bym nie była dotychczas akceptowałam siebie, swój wygląd i swoje ograniczenia. I było mi z tym dobrze. Było. Do czasu, kiedy okazało się, że muszę zacząć coś co kompletnie mi nie idzie. Że nie znam się, nie umiem i właściwie każdy krok do celu to ogromna praca. Zdecydowanie łatwiej było mi siedzieć i nie ruszać tego tematu.
Szczerze? To, ze musiałam zakwestionować większość swojego postrzegania do siebie. Jaka bym nie była dotychczas akceptowałam siebie, swój wygląd i swoje ograniczenia. I było mi z tym dobrze. Było. Do czasu, kiedy okazało się, że muszę zacząć coś co kompletnie mi nie idzie. Że nie znam się, nie umiem i właściwie każdy krok do celu to ogromna praca. Zdecydowanie łatwiej było mi siedzieć i nie ruszać tego tematu.
tydzień za mną
Samopoczucie rewelacyjne, motywacja 300%, mogłabym więcej. Mam energii jak dwie bomby atomowe :D
W trakcie marszu oczywiście dalej jest mało komfortowo, ale znośnie.
W trakcie marszu oczywiście dalej jest mało komfortowo, ale znośnie.
niedziela, 25 stycznia 2015
challenge accepted
Cel: 30 minut ciągłego biegu
deadline: 31.12.2015
start: 22.01.2015
sytuacja wyjściowa: nie umiem biegać, nie lubię, nie jestem w stanie. moje możliwości sprowadzają się do pokonania 5km marszobiegiem, w zasadzie to bardziej marszem. kondycja fizyczna: mizerna, od 3 mies. chodzę na pilates 2 razy w tygodniu, ale bardziej dla celów towarzyskich. Nigdy nie umiałam biegać, nigdy mi się to nie podobało? Właściwie to nawet też moja cienka kondycja fizyczna nie była jakimś większym problemem. Co się stało? Kondycja to może jest na zerowym poziomie, ale ambicja zdecydowanie ponad ogólnie przyjęte normy, jak się do tej ambicji doda ośli upór (a tego też mam trochę, chce ktoś? chętnie się pozbędę) i kogoś kto to potrafi wykorzystać to wychodzi to co wychodzi. Jak by nie było: była to moja świadoma decyzja, na własne życzenie się w to wpakowałam i wypadałoby jakoś wyjść z tego z twarzą.
Dostałam rozpisany trening na pierwszy tydzień. No to jedziemy...
trening pierwszy
waga: 100%
motywacja 50%
samopoczucie po 10%
Kalendarz mam raczej napięty, jak nie zacznę dzisiaj to ewentualnie za tydzień. Lepiej od razu zmierzyć się z potworem.
Plan na początek: marsz co drugi dzień.
Wstaję rano, zdecydowanie nie moja pora, ale organizacyjnie nie dam rady inaczej. Cicho, pusto, nawet ochroniarze jeszcze śpią. Muzyka jest, odliczanie czasu włączone, nawet stravę odpaliłam. Pikacz w komórce głośny i denerwujący, strava wyłączyła się i nie raczyła zapisać treningu. Przewentylowałam się trochę, bo gardło boli jeszcze przez kilka godzin. Plan wykonany.
trening drugi
motywacja 150%
samopoczucie po 50%
Jestem nienormalna. 5:00 nie wiem jak to zrobiłam, ale zwlekłam się z łóżka tylko po to, żeby komuś coś udowodnić.
Ściągnęłam specjalną aplikację odliczającą czas, na początku pikanie wkurzające, ale doszłam do wniosku, że w sumie nawet pożyteczne. Strava zapisała trening, ale rysunek trasy kosmiczny, w pewnym momencie miałam podobno 20km/h na liczniku ;)
Oddechowo dalej nie za wesoło, ale motywacja skoczyła mi bardzo. Doszłam do wniosku, że skoro zaczęłam to muszę doprowadzić to do końca. Poza tym może w tym szaleństwie jest metoda? Doszłam do wniosków:
1)co mi szkodzi?
2)jak tego nie zrobię to moja ambicja nie pozwoli mi spać, a to jeszcze gorsze uczucie
3)po fakcie będę mogła spokojnie powiedzieć, że nie lubię biegać i dlatego nie biegam, a nie dlatego, że nie potrafię
Jestem więc zdeterminowana i nawet zaczynam widzieć w tym jakiś sens :D
deadline: 31.12.2015
start: 22.01.2015
sytuacja wyjściowa: nie umiem biegać, nie lubię, nie jestem w stanie. moje możliwości sprowadzają się do pokonania 5km marszobiegiem, w zasadzie to bardziej marszem. kondycja fizyczna: mizerna, od 3 mies. chodzę na pilates 2 razy w tygodniu, ale bardziej dla celów towarzyskich. Nigdy nie umiałam biegać, nigdy mi się to nie podobało? Właściwie to nawet też moja cienka kondycja fizyczna nie była jakimś większym problemem. Co się stało? Kondycja to może jest na zerowym poziomie, ale ambicja zdecydowanie ponad ogólnie przyjęte normy, jak się do tej ambicji doda ośli upór (a tego też mam trochę, chce ktoś? chętnie się pozbędę) i kogoś kto to potrafi wykorzystać to wychodzi to co wychodzi. Jak by nie było: była to moja świadoma decyzja, na własne życzenie się w to wpakowałam i wypadałoby jakoś wyjść z tego z twarzą.
Dostałam rozpisany trening na pierwszy tydzień. No to jedziemy...
trening pierwszy
waga: 100%
motywacja 50%
samopoczucie po 10%
Kalendarz mam raczej napięty, jak nie zacznę dzisiaj to ewentualnie za tydzień. Lepiej od razu zmierzyć się z potworem.
Plan na początek: marsz co drugi dzień.
Wstaję rano, zdecydowanie nie moja pora, ale organizacyjnie nie dam rady inaczej. Cicho, pusto, nawet ochroniarze jeszcze śpią. Muzyka jest, odliczanie czasu włączone, nawet stravę odpaliłam. Pikacz w komórce głośny i denerwujący, strava wyłączyła się i nie raczyła zapisać treningu. Przewentylowałam się trochę, bo gardło boli jeszcze przez kilka godzin. Plan wykonany.
trening drugi
motywacja 150%
samopoczucie po 50%
Jestem nienormalna. 5:00 nie wiem jak to zrobiłam, ale zwlekłam się z łóżka tylko po to, żeby komuś coś udowodnić.
Ściągnęłam specjalną aplikację odliczającą czas, na początku pikanie wkurzające, ale doszłam do wniosku, że w sumie nawet pożyteczne. Strava zapisała trening, ale rysunek trasy kosmiczny, w pewnym momencie miałam podobno 20km/h na liczniku ;)
Oddechowo dalej nie za wesoło, ale motywacja skoczyła mi bardzo. Doszłam do wniosku, że skoro zaczęłam to muszę doprowadzić to do końca. Poza tym może w tym szaleństwie jest metoda? Doszłam do wniosków:
1)co mi szkodzi?
2)jak tego nie zrobię to moja ambicja nie pozwoli mi spać, a to jeszcze gorsze uczucie
3)po fakcie będę mogła spokojnie powiedzieć, że nie lubię biegać i dlatego nie biegam, a nie dlatego, że nie potrafię
Jestem więc zdeterminowana i nawet zaczynam widzieć w tym jakiś sens :D
Subskrybuj:
Posty (Atom)